Piesza pielgrzymka do Sanktuarium Matki Bożej Starowiejskiej

Droga wiary i wyciszenia prowadząca do jednego z najważniejszych sanktuariów maryjnych Podkarpacia.

Od wieków pielgrzymowanie jest czymś więcej niż pokonywaniem kolejnych kilometrów. To czas modlitwy, refleksji i oderwania się od codzienności. Trasa wiedzie przez spokojne krajobrazy Pogórza Dynowskiego, z dala od zgiełku miast, pozwalając stopniowo przygotować serce i myśli.

Każdy etap tej wędrówki przypomina, że pielgrzymka nie zaczyna się dopiero u progu świątyni. Rozpoczyna się wraz z pierwszym krokiem i pozostawia w pamięci doświadczenie ciszy oraz wspólnoty.

SZLAK DO STAREJ WSI.

Ogień, krew, cisza i popiół.
Droga do ocalenia przez historię Pogórza Dynowskiego.

Kombornia, źródło Bogumiła, ziemia brzozowska, Stara Wieś, Malinówka, Kombornia.

PROLOG. DROGA DO OCALENIA

Zanim postawisz pierwszy krok na szlaku do Starej Wsi, warto zrozumieć, czym naprawdę jest ta droga.

Na mapie to ciągła linia prowadząca z Komborni przez okolice Brzozowa do Starej Wsi, a następnie przez lasy Malinówki z powrotem do Komborni. Ale dla tych, którzy znają historię tej ziemi, jest to coś więcej. Jest mapą ocalenia.

Każde miejsce na tym szlaku nosi bliznę. W każdym wydarzyło się coś, co postawiło człowieka przed tym samym pytaniem: co zrobić, żeby ocalić to, co najważniejsze?

W Komborni obraz trzeba było przeciąć, aby go uratować. W ziemi brzozowskiej obraz ocalał z ognia. W Starej Wsi przez stulecia ludzie przychodzili do obrazu, który według tradycji sam wybrał sobie miejsce. A potem ten obraz spalono. Ocalała jednak jego pamięć, kopia i złote korony. W drodze powrotnej przez Malinówkę nie będzie już ognia. Będzie cisza. Cisy, które potrafią trwać przez stulecia, przypomną, że nie wszystko ocala się działaniem. Czasem trzeba po prostu pozwolić czemuś przetrwać.

A kiedy wrócisz do Komborni, zobaczysz dwór i kaplicę jeszcze raz. Tym razem już nie jako punkt startu. Jako miejsce, które samo przeszło przez utratę, zniszczenie i odbudowę.

Dlatego ta pielgrzymka nie jest tylko drogą do Starej Wsi. To droga do ocalenia.

AKT I. KOMBORNIA

Miejsce, z którego zaczyna się droga

Pielgrzymie, zanim ruszysz w stronę Starej Wsi, zatrzymaj się jeszcze na chwilę w Komborni. Nie traktuj jej tylko jako punktu startowego. Kombornia jest pierwszą odpowiedzią na pytanie, które będzie Ci towarzyszyć przez całą drogę: co naprawdę można ocalić?

Warto spojrzeć na tę miejscowość nie tylko przez pryzmat dworu. To także ziemia silnej tradycji religijnej, z Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, źródełkiem św. Jana z Dukli i kaplicą w dawnym zespole dworskim.

Kaplica Świętej Rodziny. Małe miejsce, długa historia

Przy Dworze Kombornia znajduje się dziś Kaplica pw. Świętej Rodziny. Jej historia jest niemal symbolicznym streszczeniem historii całej rezydencji.

Kaplicę wzniesiono w 1890 roku staraniem Marii z Urbańskich Szeliskiej. Powstała w miejsce wcześniejszej, drewnianej kaplicy, a jej budowa była częścią większej przemiany zespołu dworskiego. Właśnie wtedy połączono dwór z kaplicą i oficyną. Zmieniło to nawet sposób funkcjonowania samej rezydencji: główne wejście do dworu zostało obrócone. Kombornia stała się pod tym względem wyjątkowa, bo jej główne wejście znalazło się od zachodu, podczas gdy w typowych założeniach dworskich sytuowano je od wschodu.

Można powiedzieć, że Maria Szeliska nie tylko odbudowywała przestrzeń. Zmieniała jej kierunek.

I to jest piękny obraz dla pielgrzyma. Bo czasami odbudowa nie polega na odtworzeniu wszystkiego dokładnie tak, jak było wcześniej. Czasami trzeba przebudować przestrzeń, zmienić kierunek i zacząć funkcjonować inaczej.

Kaplica przetrwała kolejne dziesięciolecia. W XXI wieku została odrestaurowana staraniem rodziny Skotnicznych i ponownie poświęcona 31 maja 2013 roku przez proboszcza Andrzeja Wydrzyńskiego i prałata Janusza Klicha. A w czerwcu 2026 roku w kaplicy pw. Świętej Rodziny w Komborni została zainstalowana ikona Matki Bożej z Filermo, Patronki Zakonu Maltańskiego. W każdą niedzielę w kaplicy sprawowana jest Eucharystia, w której uczestniczą członkowie Zakonu Maltańskiego, wolontariusze oraz przybyli goście. Wspólna modlitwa i spotkanie stanowią ważny element życia duchowego wspólnoty maltańskiej.

I nagle miejsce, które mogłoby być tylko historycznym elementem dawnego dworu, okazuje się znowu żywe. Nie muzeum. Nie dekoracja. Żywa kaplica.

To ważne dla naszej opowieści. Bo droga do ocalenia nie polega na zachowaniu miejsc wyłącznie jako eksponatów. Prawdziwe ocalenie następuje wtedy, gdy miejsce odzyskuje swoją funkcję i znaczenie.

Dwór, który pamięta utratę

Dopiero teraz spójrz na sam Dwór Kombornia. Jego historia jest znacznie starsza niż obecna forma rezydencji. Pierwsza udokumentowana wzmianka o nabyciu Komborni przez Adama Urbańskiego herbu Nieczuja, podstolego sanockiego, pochodzi z 1756 roku, ale zachowane elementy murów i polichromii wskazują na wcześniejsze, siedemnastowieczne fazy budowli. Dwór rozbudowywano, przekształcano i wyposażano. Były tutaj portrety przodków, broń, wschodnie tkaniny, meble, pamiątki rodzinne, a wśród nich nawet portret Piotra Kmity, marszałka wielkiego koronnego. Stanisław Urbański, który młodość spędził na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego, nadał rezydencji klasycystyczny charakter: polichromie, kolumnowy portyk i gabinet nazywany jaskinką.

Zimą 1656 roku, w czasie potopu szwedzkiego, według legendy zatrzymał się tutaj w drodze z Krosna król Jan Kazimierz, zaproszony przez Piotra Firleja. Wyobraź sobie zimowy dwór, śnieg, parkowe graby, królewski orszak. I kuchnię, w której kucharz próbuje przygotować ucztę godną monarchy. Tylko że strach robi swoje. Zupa z sandacza zostaje przesolona, pieczeń z jelenia przypalona. Król odjeżdża niezadowolony, a kucharz według legendy ginie tragicznie. Później pojawiają się opowieści o jego duchu, o płaczu słyszanym nocą w pobliżu spichlerza, o szeptach i prośbach o litość.

Nie wiemy, czy wydarzyło się to naprawdę, i właśnie dlatego pozostawiamy tę historię w świecie legendy. Ale jej sens jest niezwykle ludzki: strach może sprawić, że popełnimy błąd, którego nie potrafimy już naprawić.

Jest jednak w Komborni historia znacznie ważniejsza dla naszej drogi. Rok 1624. Nadciągają Tatarzy. Proboszcz Komborni, ks. Krauzowicz, musi ratować obraz Koronacji Matki Bożej z tutejszego sanktuarium, ale nie może go zabrać w całości. Podejmuje dramatyczną decyzję: przecina obraz na pół, ukrywa płótno pod płaszczem i ucieka. Obraz przetrwał. Później został ponownie połączony i zszyty. Żywy kult sprawił, że w 1717 roku powstało Bractwo rzemiennego paska Matki Bożej Pocieszenia.

I tutaj pojawia się pierwsza lekcja tej pielgrzymki: czasami, żeby ocalić całość, trzeba zgodzić się na pęknięcie. Ocalenie nie zawsze oznacza zachowanie wszystkiego w idealnym stanie. Czasem trzeba coś przeciąć, coś zostawić, coś utracić, a potem spróbować zszyć to, co naprawdę ważne.

Co w swoim życiu musiałbyś przeciąć na pół, żeby ocalić to, co najważniejsze?

A później przyszła rabacja 1846 roku. To, co miało świadczyć o ciągłości rodu, zostało zniszczone. Dwór ograbiono i niemal doszczętnie zniszczono, a osiemset tomów biblioteki Feliksa Urbańskiego przestało istnieć: książki podarto na kawałki. Książka jest pamięcią, biblioteka jest pamięcią wielu pokoleń, dlatego jej zniszczenie było próbą przerwania ciągłości całego świata. Feliks Urbański został aresztowany i osadzony w sanockim więzieniu, później wyjechał do Wiednia, gdzie zmarł w 1850 roku. Rok 1846 opisywał jako zasadniczy punkt zwrotny swojego życia.

Co jest Twoją biblioteką? Co w Twoim życiu jest zbiorem rzeczy, ludzi, wartości i wspomnień, których nie chcesz utracić?

Ale Kombornia nie zniknęła. Maria z Urbańskich Szeliska podjęła się później kolejnej wielkiej przebudowy. Kaplica została zbudowana. Dwór połączono z oficyną. Powstały nowe przestrzenie. Rezydencja dostała nowe życie. A w XXI wieku historia zatoczyła kolejne koło: zespół został kompleksowo odrestaurowany.

To właśnie tutaj zaczyna się nasza Droga do Ocalenia. Nie od Starej Wsi. Od Komborni.

Jeszcze jeden ważny wątek. Józef Sebastian Pelczar

W szerszym krajobrazie tej pielgrzymki pojawia się jeszcze jedna ważna postać: Józef Sebastian Pelczar. Urodził się w 1842 roku w pobliskiej Korczynie. Dzisiaj jest już świętym Kościoła katolickiego, a jego rodzinna miejscowość stała się sanktuarium jego kultu: Sanktuarium św. Józefa Sebastiana Pelczara w Korczynie zostało erygowane w 2004 roku i przechowuje część jego relikwii. To on w 1899 roku ukoronował górną scenę obrazu w Starej Wsi.

Kombornia to Matka Boża Pocieszenia. Korczyna to św. Józef Sebastian Pelczar. Stara Wieś to Matka Boża Starowiejska. Nie są to przypadkowe punkty na mapie. Tworzą większy krajobraz duchowy tej części Podkarpacia.

Pielgrzym nie musi przejść przez każde z tych miejsc, żeby iść przez ich historię. Szlak prowadzi przez ziemię, która przez wieki nauczyła się jednej rzeczy: ocalanie nigdy nie jest jednorazowym wydarzeniem.

Jedni ratowali obraz. Inni odbudowywali kościół. Ktoś przechowywał koronę. Ktoś odtwarzał spalony wizerunek. Ktoś restaurował kaplicę. A ktoś po prostu przychodził na modlitwę, żeby pamięć nie umarła.

AKT II. ŹRÓDŁO BOGUMIŁA

Woda, która uczy ocalenia

Niedaleko dworu, przy leśnej tablicy, zatrzymujemy się przy źródle Bogumiła. Nie jest to zwykłe źródło. To źródło siarczkowe, objęte ochroną jako pomnik przyrody. Woda wypływa ze skał związanych z warstwami krośnieńskimi, jest mineralna, zawiera siarkowodór i charakterystycznie pachnie. Według informacji na tablicy jest to drugie w polskich Karpatach źródło wody siarczkowej, a nisza, z której woda wypływa, została wykuta w piaskowcowej misie o wymiarach 0,7 na 0,8 metra i głębokości 0,4 metra.

Pachnie tym, co obumarłe. A jednak wody siarczkowe od dawna kojarzone są z lecznictwem uzdrowiskowym regionu. To pierwszy paradoks Bogumiła: to, co pachnie rozkładem, może stać się źródłem zdrowia.

Czy wszystko, co trudne, bolesne i nieprzyjemne, musi być złe?

Drugi paradoks jest jeszcze większy. Ta woda związana jest z warstwami skalnymi, których historia sięga oligocenu, a więc dalej, niż sięga pamięć człowieka i wszystkie zabytki, które zobaczysz na tym szlaku. Człowiek mierzy życie latami, ziemia epokami. To, co w Tobie jeszcze się sączy i filtruje, potrzebuje czasu, zanim stanie się czyste.

Napij się. Nie musisz jeszcze znać odpowiedzi. Pytanie wystarczy.

Ruszamy dalej, w stronę ziemi brzozowskiej.

AKT III. ZIEMIA BRZOZOWSKA

Ziemia, która nauczyła się ocalać

Kiedy opuszczasz źródło Bogumiła, zmienia się nie tylko krajobraz. Wchodzisz na ziemię brzozowską.

Nie do miasta. Nie musisz przechodzić przez Brzozów. Ta droga nie prowadzi przez najważniejsze miejscowości regionu. Prowadzi przez jego pamięć.

Brzozów pozostaje jednym z najważniejszych punktów tej historii, chociaż zostawiasz go obok swojej drogi. Ziemia brzozowska jest przestrzenią, w której przez stulecia splatały się wojna, ogień, epidemie, pielgrzymowanie i odbudowa.

To nie jest przypadkowy odcinek drogi. Pogórze Dynowskie należy do najważniejszych obszarów pielgrzymkowych polskich Karpat. Wśród szesnastu opisywanych przez badaczy ośrodków pielgrzymkowych znalazł się także Brzozów, a jego sanktuarium należy do miejsc, w których kult Matki Bożej trwa od stuleci.

Ale o charakterze tej ziemi mówi coś więcej niż liczba sanktuariów. Mówi o nim sposób, w jaki ludzie reagowali na nieszczęście. Przez wieki ta okolica doświadczała wojen, pożarów, epidemii i innych klęsk. W czasach, kiedy człowiek miał znacznie mniej możliwości, by kontrolować świat wokół siebie, pozostawała mu droga. Droga do kościoła. Droga do obrazu. Droga do drugiego człowieka. Droga do nadziei. W XVII i XVIII wieku, kiedy przez Rzeczpospolitą przechodziły wojny i klęski żywiołowe, szczególnie rozwijała się religijność pielgrzymkowa. Ludzie przychodzili do sanktuariów, prosząc o ustanie pożarów, epidemii, suszy i innych nieszczęść. Modlitwa stawała się sposobem radzenia sobie z tym, czego nie można było pokonać siłą.

I tutaj pojawia się Brzozów. Nawet jeśli nie zobaczysz jego wież.

Matka Boża Ognista

W 1657 roku przez tę ziemię przeszedł ogień. Kilka kilometrów od Twojej drogi oddziały księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego spaliły drewniany kościół w Brzozowie. Po świątyni zostały zgliszcza. Ale wśród popiołów odnaleziono obraz Matki Bożej Pocieszenia. Ocalał, bez najmniejszej skazy. To od tego wydarzenia wizerunek otrzymał nazwę Matki Bożej Ognistej. W 1724 roku świątynię podniesiono do godności kolegiaty. W 1758 roku obraz przeniesiono uroczyście do odbudowanej kaplicy ufundowanej przez biskupa Wacława Sierakowskiego. Sto lat później, w 1858 roku, w setną rocznicę tego przeniesienia, obraz koronowano na prawie diecezjalnym, koronacji dokonał ks. Józef Ziemiański z upoważnienia biskupa Franciszka Ksawerego Wierzchlejskiego.

Nie musisz oglądać tego miejsca. Wystarczy, że idziesz przez ziemię, która je pamięta. Bo tutaj historia nie znajduje się wyłącznie w kościołach i sanktuariach. Jest także w drogach między nimi, w lasach, wzgórzach i dawnych traktach, którymi przez pokolenia przemieszczali się ludzie szukający ocalenia.

Zwróć uwagę na kolejność. Najpierw ogień. Potem ruina. Potem ocalenie. Potem odbudowa. A na końcu korona. To nie jest tylko historia obrazu. To właściwie cała historia tej ziemi zapisana w jednym wydarzeniu. Bo tutaj ocalenie nie oznaczało powrotu do tego, co było wcześniej. Kościół spłonął. Obraz ocalał. Świątynię trzeba było odbudować. A pamięć o tym, co się wydarzyło, stała się częścią kultu. Ocalenie stworzyło nową historię.

Brzozów nie był końcem drogi

I właśnie dlatego nie zatrzymuj się tutaj na długo. Bo Brzozów nie jest końcem tej opowieści. Jest jej środkiem. Kilka kilometrów dalej znajduje się Stara Wieś. A między nimi przez stulecia przemieszczali się ludzie. Pielgrzymi. Procesje. Kapłani. Ludzie, którzy nie mieli wiele, ale mieli nadzieję.

W październiku 1746 roku biskup przemyski Wacław Sierakowski wyruszył pieszo z Brzozowa do Starej Wsi wraz z uroczystą procesją mieszkańców. Po przybyciu ofiarował wotum przed cudownym obrazem, a następnie razem z ludem leżał krzyżem i modlił się o odwrócenie zarazy bydła, która dotknęła okolice Brzozowa. Droga, którą idziesz, była więc już wcześniej drogą modlitwy. I drogą nadziei.

To niezwykle ważny moment dla naszego szlaku. Pokazuje, że droga między Brzozowem a Starą Wsią sama była częścią aktu ocalenia. Nie chodziło tylko o to, żeby dotrzeć do sanktuarium. Trzeba było wyruszyć, przejść przez własny lęk, przez zmęczenie, przez niepewność, i dopiero potem stanąć przed obrazem.

Dlatego ziemia brzozowska nie jest jedynie miejscem, w którym wydarzył się pożar. To ziemia, na której człowiek wielokrotnie stawał wobec tego samego problemu: świat może zostać zniszczony w jednej chwili, ale człowiek może zdecydować, co zrobi z tym, co ocalało.

Ziemia pomiędzy ogniem a pamięcią

Idąc dalej, pomyśl o tym, że za chwilę dojdziesz do Starej Wsi. Tam historia powtórzy się jeszcze raz. Znów będzie obraz. Znów będzie ogień. Ale tym razem skala tragedii będzie większa. W Brzozowie obraz ocalał z ognia. W Starej Wsi obraz spłonie. A jednak właśnie tam zobaczysz najpełniejszą odpowiedź na pytanie, czym jest ocalenie.

Bo w Brzozowie ocalał przedmiot. W Starej Wsi ocaleje znaczenie.

I dlatego Brzozów jest potrzebny na tej trasie. Nawet jeśli mijasz go obok. Bez niego historia Starej Wsi zaczynałaby się zbyt nagle. Z Brzozowem widać, że motyw ognia i ocalenia nie pojawia się tutaj przypadkiem. On powraca. Najpierw w Komborni: przeciąć, żeby ocalić. Potem w Brzozowie: przejść przez ogień i ocaleć. A w Starej Wsi: utracić obraz, ale ocalić pamięć. Trzy miejsca. Trzy różne rodzaje ocalenia. Jedna droga.

Droga do Starej Wsi jest więc nie tylko drogą przez ziemię brzozowską. Jest drogą przez kolejne odpowiedzi na pytanie: co pozostaje, kiedy wszystko inne zostanie odebrane?

AKT IV. STARA WIEŚ

Skarby Sanktuarium: Zaproszenie od kustosza miejsca

Witamy na terenie naszej Bazyliki Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Starej Wsi (koło Brzozowa).

Nasz kościół to jedno z najważniejszych sanktuariów maryjnych na Podkarpaciu, pełne bogatej historii i unikalnej architektury barokowej. Od pierwszego spojrzenia może on przypominać Bazylikę na Jasnej Górze, głównie dlatego, że został zbudowany (w latach 1730–1760) przez ojców paulinów. Po kasacie zakonu przez władze austriackie w 1786 roku obiekt przez pewien czas pozostawał pod opieką proboszczów brzozowskich, a następnie został powierzony nam, jezuitom. Jesteśmy tu od 1821 r., opiekując się tym miejscem po dziś dzień. To właśnie tutaj przez 200 lat znajdowało się jezuickie centrum formacyjne, włącznie z nowicjatem.

W tym miejscu chcemy podzielić się z Wami, drodzy pielgrzymi, kilkoma naszymi skarbami:

  • Cudowny obraz Matki Bożej: W samym centrum bazyliki znajduje się obraz przedstawiający Zaśnięcie (w dolnej części) i Wniebowzięcie Matki Boskiej (w górnej części). Tradycja mówi, że wędrował on z Węgier dwiema drogami: przez Przełęcz Dukielską oraz Pakoszowskie Działy. Ze względu na liczne łaski, w 1877 r. papieski nuncjusz ukoronował obraz (była to pierwsza taka koronacja na ziemiach polskich w XIX w.). Z wizerunkiem wiążą się też dramatyczne wydarzenia – w nocy z 5 na 6 grudnia 1968 r. oryginalny obraz spłonął w wyniku podpalenia. W jego miejsce umieszczono wierną kopię, rekoronowaną w 1972 r. przez prymasa Stefana Wyszyńskiego. W 1978 r. mszę przed obrazem odprawił kardynał Karol Wojtyła. W bazylice czeka też kaplica św. Andrzeja Boboli z Adoracją Najświętszego Sakramentu.
  • Ogród Biblijny: Tuż za budynkami klasztornymi rozciąga się zajmująca ponad hektar edukacyjno-religijna przestrzeń ukazująca Historię Zbawienia. To jeden z największych ogrodów tego typu w Polsce. Wchodzi się do niego przez monumentalną bramę symbolizującą literę Alfa i Omega oraz 7-tonowe Tablice Dziesięciu Przykazań.
  • Muzeum Towarzystwa Jezusowego: Mieszczące się w klasztorze muzeum to jedna z najbogatszych tego typu placówek w kraju. Gromadzi sztukę sakralną, dawne wyposażenie, pamiątki misyjne zebrane przez polskich jezuitów ze wszystkich kontynentów oraz imponujący zbiór szopek z całego świata.
  • Centrum Obsługi Pielgrzyma „Pod Parnasem”: O ile bazylikę i ogród można zwiedzać z marszu, do muzeum warto umówić się wcześniej właśnie poprzez Centrum. To także idealne miejsce na zakończenie pielgrzymowania – znajduje się tu kawiarenka, punkt informacyjny, sklep z pamiątkami oraz obszerny parking.

o. Tomasz Oleniacz SJ
Rektor Domu Zakonnego w Starej Wsi

Miejsce, które wybrało samo siebie

I wreszcie pojawiają się wieże Starej Wsi. Cel pielgrzymki. Ale zanim wejdziesz do bazyliki, zatrzymaj się przy historii obrazu.

Według tradycji w lasach, gdzie dziś znajduje się sanktuarium, działy się rzeczy, których nie umiano wyjaśnić. Kiedy miejscowi zaczęli modlić się do Matki Bożej, na rozłożystym dębie pojawił się obraz. W tym samym czasie mieszkańcy Humenného, dawnej Homonny na dzisiejszej Słowacji, mieli utracić wizerunek ze swojego kościoła. Przybyli do Starej Wsi i rozpoznali obraz. Zabrali go ze sobą. Ale obraz miał powrócić na dąb. Zabrano go po raz drugi. I znów powrócił. Kiedy próbowano zrobić to po raz trzeci, konie miały stanąć i odmówić dalszej drogi. Według legendy wtedy zrozumiano: to nie człowiek wybiera miejsce dla sacrum. Zamiast zabierać obraz, Słowacy zaczęli do niego pielgrzymować.

Legenda nie pozostaje bez historycznego kontekstu. Źródła potwierdzają, że mieszkańcy Humenného od stuleci pielgrzymowali do Starej Wsi. Ojciec Inocenty Pokorski w dziejopisie jasnogórskim zapisał w 1732 roku, że Stara Wieś była odwiedzana przez ludzi z Humenného prawie od trzystu lat. W 1836 roku procesja liczyła około czterystu osób, z infułowanym opatem na czele. W 1877 roku, podczas koronacji, było ich około pięciuset. W 1883 roku, mimo panującej cholery, trzech Słowaków przedarło się potajemnie aż do Brzozowa, zdążając na odpust. Kiedy w 1886 roku pożar strawił wieże i dach świątyni, proboszcz z Humenného przysłał list kondolencyjny i ofiarę pięćdziesięciu siedmiu złotych reńskich na odbudowę.

Ks. Iwon Czeżowski opisywał ich przybycie na wzgórze, gdzie według tradycji obraz pojawił się po raz pierwszy. Śpiewali, płakali, modlili się przed obrazem, a przy odejściu wielokrotnie się za nim oglądali.

Stara Wieś nie była więc wyłącznie lokalnym sanktuarium. Przychodzili tutaj Polacy i Słowacy, a wśród pielgrzymów byli także wierni obrządku greckokatolickiego. Stawała się miejscem spotkania ludzi różnych tradycji.

Obraz, który przetrwał wieki

Druga legenda mówi, że pierwszy obraz spłonął wraz ze świątynią zniszczoną przez Tatarów około 1480 roku. Źródłowa historia obecnego wizerunku zaczyna się później: przedstawiający u dołu Zaśnięcie Matki Chrystusa wśród apostołów, a u góry Jej chwalebną koronację, został namalowany między 1495 a 1520 rokiem przez ucznia Wita Stwosza nazywanego mistrzem starowiejskim. Około 1525 roku stanął w głównym ołtarzu. Murowaną świątynię wzniesiono z inicjatywy biskupa Aleksandra Fredry. Paulini przybyli z Brzozowa w 1728 roku, a konsekrował ją w 1760 roku biskup Sierakowski. Po kasacie józefińskiej w 1786 roku i latach pustki zespół trafił w 1821 roku w ręce jezuitów wypędzonych z Białorusi.

Koronacje

Skalę kultu widać w liczbach. Ósmego września 1877 roku nuncjusz apostolski w Wiedniu, arcybiskup Ludwik Jacobini, nałożył złote korony papieskie na dolną scenę obrazu. W uroczystości wzięło udział ponad sto tysięcy wiernych, wśród nich około pięciuset Słowaków z Humenného. Był to trzydziesty koronowany wizerunek maryjny na ziemiach polskich i pierwszy koronowany w okresie niewoli narodowej. W 1899 roku górną scenę ukoronował biskup Józef Sebastian Pelczar, urodzony w pobliskiej Korczynie, dziś święty, którego sanktuarium przechowuje jego relikwie, znów przy stu tysiącach pielgrzymów. W 1927 roku, w pięćdziesięciolecie koronacji, wśród ponad stu tysięcy wiernych, około czterdziestu tysięcy komunii i dwóch tysięcy bierzmowanych, ogłoszono dokument Piusa XI nadający kościołowi tytuł bazyliki mniejszej, ósmej w Polsce.

Ogień 1968

A potem przyszedł dzień, który miał wszystko zakończyć. Szóstego grudnia 1968 roku, wczesnym rankiem, cudowny obraz wraz z zasłoną spłonął w wyniku podpalenia napalmem. W 2006 roku Instytut Pamięci Narodowej potwierdził udział funkcjonariuszy UB i zakwalifikował to wydarzenie jako zbrodnię komunistyczną. Sprawca pozostał nieznany.

Miał zniknąć symbol. Miała zniknąć pamięć.

1972

Nie zniknęła.

Na podstawie zachowanej kopii z 1728 roku Maria Niedzielska odtworzyła wizerunek. Dziesiątego września 1972 roku kardynał Stefan Wyszyński nałożył na dolną scenę obrazu złote korony ocalone z pożaru z 1877 roku, a biskup Ignacy Tokarczuk ukoronował górną scenę.

Spłonął obraz. Nie spłonęła pamięć.

Czy można zniszczyć symbol, nie niszcząc jego znaczenia?

Kroki wstecz

Od osiemnastego wieku, co roku w pierwszy weekend września, przybywa tu piesza pielgrzymka z Tyczyna. Trzy dni pobytu, od soboty do poniedziałku. Kiedy nadchodzi czas powrotu, pielgrzymi wychodzą z bazyliki na kolanach, tyłem, nie odwracając się od obrazu, tak aby wrócić tutaj po raz kolejny.

Pielgrzym może odejść, ale nie musi odwracać się od tego, co znalazł.

Dziesiątego września 1978 roku, na zakończenie stulecia koronacji, modlił się tu kardynał Karol Wojtyła. Miesiąc później został papieżem.

AKT V. MALINÓWKA

Cisza po ogniu

Teraz wracasz. Ale nie tą samą drogą. Przez Malinówkę.

Najpierw był ogień. Była krew. Był krzyk. Była utrata. Teraz jest las. Cisza. Cisy.

Rezerwat Cisy w Malinówce chroni jedno z naturalnych stanowisk cisa pospolitego w Polsce. Cis rośnie powoli, żyje długo i trwa. Człowiek się spieszy. Cis nie. Człowiek chce natychmiastowych odpowiedzi. Cis ma czas. I może właśnie dlatego pojawia się tutaj dopiero w drodze powrotnej. Bo cisza jest lekarstwem po historii. Nie można jej zrozumieć, zanim usłyszy się ogień.

Jest tutaj jeszcze jedna historia. W 1931 roku, kiedy w Komborni rozebrano stary drewniany kościół pod budowę nowego murowanego, planowano przenieść go właśnie do Malinówki. Nigdy do tego nie doszło. Kościół nie dotarł. Las nie otrzymał świątyni. Otrzymał ciszę. I to również jest lekcja ocalenia: nie wszystko musi zostać zbudowane, żeby mieć znaczenie. Nie każdy plan musi zostać zrealizowany, aby droga miała sens.

Co potrafi przetrwać dzięki czasowi?

Idziesz. Coraz mniej słów. Coraz więcej ciszy.

AKT VI. KOMBORNIA

Drugie spojrzenie

Wreszcie wracasz do Komborni. Mapa zatoczyła koło. Ale zanim podejdziesz do źródła Bogumiła, spójrz jeszcze raz na dwór i na kaplicę. Rano były początkiem. Teraz są częścią większej historii.

Kiedy po całym dniu wrócisz do Komborni, nie patrz już na kaplicę Świętej Rodziny tak jak rano. Rano widziałeś w niej zabytkową kaplicę z 1890 roku. Teraz widzisz coś więcej. Wiesz już, że została zbudowana przez Marię Szeliską, która zmieniła kierunek całego dworu, że przetrwała kolejne epoki, że została odrestaurowana i ponownie poświęcona w 2013 roku, a w czerwcu 2026 roku otrzymała kolejny znak swojej żywej historii: ikonę Matki Bożej z Filermo, Patronki Zakonu Maltańskiego. Wiesz, że w każdą niedzielę sprawowana jest tutaj Eucharystia, w której uczestniczą członkowie Zakonu Maltańskiego, wolontariusze oraz przybyli goście, i że wspólna modlitwa i spotkanie stanowią ważny element życia duchowego wspólnoty maltańskiej.

Ocalenie nie oznacza, że czas zatrzymuje się w miejscu. Ocalenie oznacza, że miejsce potrafi przejść przez kolejne pokolenia i wciąż mieć coś do powiedzenia.

I nagle widzisz, że historia Komborni i historia Starej Wsi są ze sobą połączone. Obraz został przecięty i zszyty. Obraz został spalony, ale jego historia nie spłonęła. Dwór został zniszczony i odbudowany. Kaplica zamiast stać się muzeum, pozostała żywa.

Człowiek traci. Człowiek pamięta. Człowiek próbuje odbudować.

Tak jak dwór. Tak jak kaplica. Tak jak źródło Bogumiła. Tak jak obraz w Starej Wsi. Tak jak Ty, Pielgrzymie.

EPILOG. ŹRÓDŁO

Stoisz ponownie przy źródle Bogumiła.

Rano byłeś tutaj po raz pierwszy. Teraz wracasz. Napij się. I zapytaj siebie: czy ta woda smakuje tak samo jak rano?

Oczywiście, że jest tą samą wodą. Ale Ty nie jesteś już tym samym człowiekiem. Rano pytałeś: dokąd idę? Teraz możesz zapytać: co chcę ocalić?

Przeszedłeś przez Kombornię i historię dworu. Przez kaplicę, która zamiast być muzeum, pozostała żywa. Przez legendę króla Jana Kazimierza. Przez obraz przecięty, żeby go uratować. Przez rabację i zniszczoną bibliotekę. Przez źródło, którego woda pachnie siarkowodorem, a jednak może być źródłem zdrowia. Przez ziemię brzozowską i ogień Matki Bożej Ognistej. Przez procesję biskupa Sierakowskiego. Przez Starą Wieś i Humenné. Przez złote korony. Przez ogień 1968 roku i odbudowę. Przez kroki ludzi, którzy nie chcieli odwrócić się od obrazu. Przez ciszę Malinówki.

Droga zatoczyła koło tylko na mapie. Nie w Tobie.

Bo teraz wiesz już, że droga do ocalenia nie zawsze prowadzi przez zwycięstwo. Czasem prowadzi przez ranę. Czasem przez ogień. Czasem przez utratę. Czasem przez pamięć. Czasem przez cierpliwość. A czasem przez powrót.

Nie wszystko uda się ocalić. Nie ocalała biblioteka Urbańskich. Nie ocalał pierwotny obraz starowiejski. Nie ocalał dawny świat Komborni. Nie dotarł do Malinówki drewniany kościół. Ale ocalało coś innego. Pamięć. Znaczenie. Miejsce. Droga.

W Komborni obraz przecięto, żeby ocalić. W Brzozowie przeszedł przez ogień i ocalał. W Starej Wsi odtworzono go, żeby pamiętać. Dwór odbudowano, żeby żyć dalej. Kaplicę przebudowano, żeby znów się modlić.

Ocalić. Przejść. Pamiętać. Odbudować.

Co zabierasz ze sobą? Co w Tobie zostało przecięte i czy potrafisz to zszyć na nowo?

Pielgrzymka kończy się na mapie. Droga do ocalenia się nie kończy.

Źródła

Podstawa historyczna tekstu

Podstawę historyczną tekstu stanowią opracowania Franciszka i Łukasza Mrozów: „Pielgrzymowanie do sanktuarium Matki Bożej Starowiejskiej w Starej Wsi. Przeszłość i teraźniejszość” oraz „Sanktuaria i ośrodki pielgrzymkowe na Pogórzu Dynowskim. Geneza i funkcjonowanie”, a także materiały dotyczące dziejów dworu i parafii w Komborni.

Sanktuarium, do którego od stuleci zmierzają pielgrzymi

Stara Wieś od wieków zajmuje szczególne miejsce na duchowej mapie Podkarpacia. Tradycja kultu Matki Bożej rozwija się tutaj od kilku stuleci, a kolejne pokolenia wiernych przybywały, by zawierzać swoje rodziny, dziękować za otrzymane łaski i prosić o opiekę.

Historia & Opieka

Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Starej Wsi (koło Brzozowa) to jedno z najważniejszych sanktuariów maryjnych na Podkarpaciu, pełne bogatej historii i unikalnej architektury barokowej. Świątynięwybudowanowlatach 1730–1760. Kościół został konsekrowany w 1760 roku przez biskupa przemyskiego Wacława Hieronima Sierakowskiego. W 1927 roku papież Pius XI nadał świątyni tytuł bazyliki mniejszej.

Pierwotnymi fundatorami i gospodarzami tego miejsca byli ojcowie paulini. Po kasacie zakonu paulinów przez władze austriackie w 1786 roku, obiekt przez pewien czas pozostawał pod opieką proboszczów brzozowskich,awgrudniu 1821 r. klasztor został przekazany zakonowi jezuitów, którzy opiekują się tym miejscem po dziś dzień. Jezuici utworzyli tu swoje centrum formacyjne z nowicjatem włącznie, który funkcjonował w tym miejscu przez 200 lat.

Architektura & Cudowny Obraz

Świątynia ma układ halowy – bazylikowy z transeptem, a jej fasadę zdobią dwie charakterystyczne wieże (podwyższone w XIX wieku). Ołtarz główny – wzorowany na ołtarzu głównym z Jasnej Góry – został wzniesionywlatach1747–1760 z fundacji bp. Sierakowskiego. Zobaczymy w nim rzeźby przedstawiające m.in. św. Annę, św. Joachima, św. Zachariasza i św. Elżbietę.

W centralnej części ołtarza znajduje się cudowny obraz przedstawiający Zaśnięcie i Wniebowzięcie Matki Boskiej namalowany w pierwszej ćwierci XVI w. na deskach lipowych i jodłowych (205 x 141 cm) technikątemperową.Należyon do dzieł malarskich z przełomu stylów: późnogotyckiego i wczesno-renesansowego, szkoły małopolskiej. Przedstawia dwie sceny: Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny (w dolnej części obrazu) oraz przyjęcia Maryi w niebie przez Chrystusa (górnaczęść).

Powszechna tradycja mówi, że obraz ten szedł z Węgier do Polski nie jedną, ale dwiema drogami: raz przez Przełęcz Dukielską, a drugi przez Pakoszowskie Działy.

Ponieważ wiele osób, które pielgrzymowały do tego miejsca, doświadczyły szczególnego wstawiennictwa Matki Bożej, jej obraz został ukoronowany w 1877 roku przez papieskiego nuncjusza (była to pierwsza koronacjaobrazumaryjnegona ziemiach polskich w XIX wieku).

Z historią tego miejsca, szczególnie wizerunku Maryi, łączą się także tragiczne dramatyczne: w nocy z 5 na 6 grudnia 1968 roku doszło do tragicznego w skutkach podpalenia ołtarza głównego, w wyniku któregooryginalnyobrazspłonął. W jego miejsce w ołtarzu umieszczono wierną kopię, która kontynuuje tradycję kultu Matki Bożej Starowiejskiej. 10 września 1972 r. kopię obrazu Matki Boskiej Starowiejskiej koronował powtórnie prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński.Natomiastwe wrześniu1978 r., w setną rocznicę koronacji, uroczystą Mszę przed cudownym obrazem odprawił metropolita krakowski, kardynał Karol Wojtyła – późniejszy papież Jan Paweł II.

Ogród Biblijny

Za bazyliką i budynkami klasztornymi znajduje się piękny Ogród Biblijny. Zajmujący obszar ponad hektara ogórd został otwarty w 2016 r. Łączy w sobie układ tradycyjnego ogrodu klasztornego z parkiem edukacyjno-kontemplacyjnym.Jesttowyjątkowa przestrzeń edukacyjno-religijna i stanowi jednen z najciekawszych i największych tego typu założeniowych ogrodów w Polsce. Motywem przewodnim jest ścieżka symbolizująca ludzką wędrówkę duchową. Do ogrodu wchodzi się przez bramę symbolizującąliteryAlfai Omega oraz monumentalne, ważące po 7 ton Tablice Dziesięciu Przykazań.

Muzeum Jezuitów

Należy także wspomnieć o Muzeum Towarzystwa Jezusowego, które mieści się w pomieszczeniach klasztornych. Zawiera ono bogate zbiory sztuki sakralnej, pamiątki misyjne oraz historyczne wyposażenie klasztorneijestjedną z najbogatszych tego typu placówek w Polsce. Na szczególną uwagę zasługuje także zbiór szopek z całego świata. Zbiory gromadzili polscy jezuici pracujący na misjach na niemal wszystkich kontynentach.

Informacja praktyczna

Całość wizyty warto zakończyć w Centrum Obsługi Pielgrzyma “Pod Parnasem”. Znajdziemy tu kawiarenkę, punkt informacyjny, sklep z pamiątkami oraz obszerny parking.

Matka Boża Starowiejska

Matka Boża Starowiejska – serce sanktuarium

Największym skarbem bazyliki jest cudowny wizerunek Matki Bożej Starowiejskiej przedstawiający Zaśnięcie i Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Przez stulecia przed obrazem modlili się pielgrzymi powierzający Maryi swoje troski, intencje i podziękowania.

Koronacja papieskimi koronami w 1877 roku była potwierdzeniem wyjątkowego znaczenia tego miejsca dla Kościoła i wiernych. Choć oryginalny obraz został utracony w tragicznym pożarze w 1968 roku, kult Matki Bożej Starowiejskiej nie ustał. Wierna kopia obrazu pozostaje dziś centrum modlitwy i znakiem ciągłości tradycji, która trwa nieprzerwanie od pokoleń.

Droga na Starą Wieś

Droga, która pomaga odnaleźć ciszę

Pielgrzymka do Starej Wsi prowadzi przez łagodne wzgórza, niewielkie miejscowości oraz drogi, którymi od lat podążają mieszkańcy regionu. Spokojny rytm marszu sprzyja modlitwie różańcowej, rozważaniom i rozmowom prowadzonym w ciszy.

Otaczająca przyroda staje się naturalnym tłem dla duchowych przeżyć. Rozległe panoramy, pola, lasy i przydrożne kapliczki przypominają, że piękno stworzenia od wieków towarzyszy pielgrzymowaniu i pomaga odnaleźć wewnętrzny pokój.

Sanktuarium Stara Wieś

Miejsce modlitwy i duchowego odrodzenia

Po dotarciu do sanktuarium warto zatrzymać się na dłużej. Bazylika zachwyca pięknem barokowego wnętrza, ale największą wartością pozostaje atmosfera modlitwy i obecności Boga, którą odczuwa wielu odwiedzających.

Oprócz udziału we Mszy Świętej warto znaleźć chwilę na osobistą modlitwę przed obrazem Matki Bożej Starowiejskiej, odwiedzić teren klasztoru oraz przejść się po otoczeniu sanktuarium. To przestrzeń, która sprzyja wyciszeniu i pozwala spojrzeć na codzienne sprawy z nowej perspektywy.

Przebieg Trasy

Interaktywna mapa pielgrzymki

Pielgrzymka, która pozostaje w sercu

Droga do Starej Wsi nie kończy się wraz z opuszczeniem sanktuarium. Powrót staje się czasem podsumowania przeżytego dnia, refleksji nad usłyszanym słowem i wdzięczności za możliwość odwiedzenia miejsca, które od wieków umacnia wiarę kolejnych pokoleń.

To propozycja dla wszystkich, którzy pragną połączyć aktywność fizyczną z duchowym doświadczeniem, odkryć bogate dziedzictwo chrześcijańskie Podkarpacia i przeżyć pielgrzymkę w jej najgłębszym wymiarze – jako drogę prowadzącą nie tylko do sanktuarium, ale również do wewnętrznego spotkania z Bogiem.

Informacje dla pielgrzymów

Przed wyruszeniem warto zapoznać się z przebiegiem trasy, pobrać ślad GPX lub przygotowany przewodnik oraz sprawdzić aktualne godziny nabożeństw w Sanktuarium Matki Bożej Starowiejskiej. Pozwoli to lepiej zaplanować pielgrzymkę i w pełni uczestniczyć w życiu liturgicznym tego wyjątkowego miejsca.

Niezależnie od tego, czy wyruszasz samotnie, z rodziną czy we wspólnocie parafialnej, pielgrzymka do Starej Wsi pozostaje zaproszeniem do spotkania z historią, pięknem stworzenia i żywą tradycją wiary, która od stuleci kształtuje duchowe oblicze tej części Podkarpacia.

Logo inicjatywy Pomocny Hotel

Jak wesprzeć dzieło POMOCNY HOTEL?

Pomocny Hotel realizuje bezpośrednią opiekę nad pielgrzymami na Szlakach Wiary. Twoje wsparcie pozwala na jej dalszy rozwój.

1. Przelew na konto
Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Krakowie
Al. Kasztanowa 4a, 30-227 Kraków
KONTO w MBanku nr:
19 1140 1081 0000 7218 0200 1006